Paleta Barw W Mieszkaniu
Przechowywanie w małym mieszkaniu wymaga sprytu, ale też umiejętności patrzenia w górę. Półki nad drzwiami, wieszaki na tylnych stronach szafek, a nawet systemy szyn pod sufitem – to wszystko daje dodatkowe metry kwadratowe, których wcale nie widzimy na co dzień. W kuchni założyłam magnetyczny pasek na noże i przyprawy, dzięki czemu blat przestał przypominać pole bitwy. W przedpokoju zamontowałam wąski regał na buty, który jednocześnie służy jako ławka do siedzenia. Każdy centymetr ma znaczenie, zwłaszcza gdy korytarz ma ledwie metr szerokości. Zauważyłam, że im więcej rzeczy wisi na ścianach, tym podłoga wydaje się większa i łatwiej ją ogarnąć odkurzaczem.
Prawdziwy problem pojawia sie, gdy w malym mieszkaniu trzeba pogodzic styl z praktycznoscia. Goscie na noc to u mnie norma, wiec potrzebowalam miejsca do spania, ktore nie zmieni salonu w sypialniane zaplecze. Wybor padl na kanape z funkcja spania, ale nie byle jaka. Znalazlam model z tapicerka welurowa w kolorze musztardowym, ktory dziennie sluzy jako sofa, a po rozlozeniu daje wygodne lozko. Mechanizm DL okazal sie lepszy niz standardowe rozwiazania, bo nie wymaga odsuwania mebla od sciany. To szczegol, ktory docenisz, gdy masz 2 metry kwadratowe zapasu. Tkanina jest na tyle wytrzymala, ze znosi codzienne ucieranie z plamami po kawie. A kolorystyka? Lacze ja z biela scian i drewnianymi dodatkami, co daje ten poszukiwany balans miedzy nowoczesnoscia a klasyka.
W przedpokoju długim i wąskim zdecydowałam się na farbę tablicową w kolorze antracytu na jednej ścianie. To praktyczne rozwiązanie, bo można na niej zapisywać notatki, a jednocześnie antracyt świetnie maskuje zabrudzenia od butów i toreb. Resztę ścian pomalowałam na ciepły krem, by nie robiło się zbyt mrocznie. W tym miejscu paleta barw w mieszkaniu musi uwzględniać funkcję pomieszczenia - jasne kolory odbijają światło, ciemne dodają charakteru, ale wymagają dobrego oświetlenia. Zamontowałam dodatkowy kinkiet, by wieczorem nie czuć się jak w tunelu.
Kolory to podstawa prowansalskiej kuchni. Biel, écru, lawendowy, szałwiowy i blady terakota. W mojej kuchni szafki są w kolorze wyblakłej lawendy, a blat z konglomeratu imituje kamień. Unikam plastikowych pojemników. Zamiast tego używam wiklinowych koszy na chleb i glinianych naczyń na przyprawy. Otwarte półki z białego drewna trzymają talerze, które są codziennie używane. Nie ma miejsca na kurz, bo wszystko jest w ruchu. To ważne w małym metrażu – każdy przedmiot ma swoje zadanie.
Meble w stylu loft powinny być funkcjonalne, ale z charakterem. W moim salonie stoi regał z surowych desek, który sam zrobiłam z palet. Na nim trzymam książki i ceramikę z podróży. Zamiast szafy wybrałam otwarty wieszak na ubrania, który wisi na stalowej rurze. To oszczędza miejsce i dodaje industrialnego sznytu. W sypialni mam komodę z odzysku, pomalowaną na grafitowo. Wnętrza w stylu loft nie lubią plastiku ani błyszczących powierzchni, więc wybieram meble z drewna, metalu i szkła. Każdy element ma swoją historię i nie jest przypadkowy.
Surowe cegły, wysokie okna i otwarta przestrzeń brzmią jak marzenie, ale w bloku z lat 70. o powierzchni 42 metrów kwadratowych trzeba zejść na ziemię. Przekonałam się o tym, gdy wprowadzałam się do swojego pierwszego mieszkania w kamienicy. Zamiast trzymetrowego sufitu dostałam 260 centymetrów i ścianę działową, której nie mogłam wyburzyć. Wnętrza w stylu loft to nie tylko industrialne hale, ale przede wszystkim sposób myślenia o przestrzeni. Można je zaaranżować nawet w małym M2, jeśli umiejętnie dobierze się materiały i meble. Kluczem jest otwartość na surowość wykończeń i umiejętność łączenia nowoczesności z historią.
Kiedy po raz pierwszy weszłam do mieszkania mojej klientki, od razu wiedziałam, że potrzebuje czegoś więcej niż tylko mebli z katalogu. Miała mały salon o powierzchni 18 metrów, ale marzyła o atmosferze starego wiejskiego domu. Wnętrza w stylu rustykalnym to nie tylko drewno i kamień – to przede wszystkim ciepło i historia. Zaczęłyśmy od podłogi: szerokie deski dębowe, mocno przetarte, z widocznymi sękami. Kosztowały sporo, ale efekt był wart każdej złotówki. Do tego postawiłyśmy na ściany z surowego tynku, który zamiast gładkiej powierzchni ma fakturę przypominającą starą chatę. Klientka bała się, że będzie ciemno, ale wystarczyło dodać duże okno i białe firanki lniane, by przestrzeń zyskała lekkość.
Ściany w rustykalnym salonie to pole do popisu. Zamiast gładkich tynków postawiłyśmy na deskowanie z surowego drewna – jedna ściana w całości pokryta sosnowymi deskami, które pomalowaliśmy mleczną bielą. To daje efekt starej stodoły, ale w eleganckiej odsłonie. Na przeciwległej ścianie zawiesiliśmy duże lustro w drewnianej ramie, która miała widoczne sęki i pęknięcia. To trik, który optycznie powiększa małe metraże – odbija światło z okna i sprawia, że pokój wydaje się większy. Dodaliśmy też kilka półek z surowego drewna, na których ustawiliśmy gliniane naczynia i suszone kwiaty. Klientka na początku bała się, że będzie za dużo drewna, ale po dodaniu lnianych zasłon i wełnianego dywanu w geometryczne wzory – wszystko zagrało.