Jak łóżko z pojemnikiem na pościel uratowało mój mały metraż
Poszłam do sklepu meblowego z konkretnym zamiarem – zmierzyć, dotknąć i ocenić, czy to faktycznie działa. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to różnorodność mechanizmów. Najpopularniejsze są dwa: podnoszone za pomocą sprężyn gazowych i ręcznie unoszone na zawiasach. Sprężyny gazowe wymagają siły, ale bez problemu uniosłam materac z 16 cm materacem piankowym na stelazu listwowym. Ręczne podnoszenie to opcja dla osób, które nie chcą psuć mechanizmu, ale przy cięższym materacu może być męczące. W sklepie doradzono mi mechanizm DL, czyli system dźwigniowy, który rozkłada ciężar równomiernie. Wybrałam wersję z tapicerka welurowa w kolorze granatowym – welur jest przyjemny w dotyku i łatwy do czyszczenia.
Mam przyjaciółkę, która kupiła łóżko z pojemnikiem na pościel w rozmiarze 180x200. U niej problem był inny – miała za dużo poduszek dekoracyjnych, które wiecznie leżały na łóżku. Teraz chowa je do pojemnika, a sypialnia wygląda jak z katalogu. Ona wybrała tapicerkę welurową w kolorze szarym, bo welur nie elektryzuje się i nie zbiera kurzu tak łatwo jak plusz. Ja jestem wierna granatowi, bo na nim nie widać drobnych zabrudzeń. Ważne, żeby tapicerka była zdejmowana lub łatwa do czyszczenia – ja przecieram ją wilgotną szmatką raz w miesiącu i jest jak nowa. Jeśli masz zwierzęta, welur sprawdza się lepiej niż len, bo sierść nie wbija się w tkaninę.
Pamiętam doskonale moment, gdy po raz pierwszy stanęłam przed wyborem mebla do gościnnego pokoju w mojej kawalerce. Miałam trzydzieści metrów kwadratowych i marzenie, żeby mama mogła u mnie przenocować bez spania na dmuchanym materacu, który zawsze nocą tracił powietrze. Wtedy właśnie odkryłam, że tapczan rozkładany to nie jest zwykła kanapa, a sprytne połączenie sofy i łóżka, które nie wymaga oddzielnej sypialni. Zamiast kupować standardową wersalkę, postawiłam na model z 16 cm materacem piankowym na stelazu listwowym. To był strzał w dziesiątkę, bo goście chwalili komfort spania, a ja zyskałam miejsce do siedzenia w ciągu dnia.
Przyznam szczerze, że przez lata unikałam tapczanu jak ognia. W mojej głowie funkcjonował jako relikt z lat dziewięćdziesiątych – wielkie, niewygodne monstrum z brązową tapicerką, które zajmowało pół pokoju. Dopiero gdy wprowadziłam się do kawalerki o powierzchni 28 metrów, zrozumiałam, że potrzebuję mebla, który w ciągu dnia będzie sofą, a w nocy łóżkiem. I wtedy trafiłam na nowoczesną wersję tapczanu z 16 cm materacem piankowym na stelazu listwowym. To było jak odkrycie Ameryki w świecie małych przestrzeni. Nagle okazało się, że mogę mieć wygodne spanie bez rezygnacji z miejsca na stół czy regał na książki.
Ale tapczan jednoosobowy to nie tylko mebel do spania. W ciągu dnia świetnie sprawdza się jako siedzisko dla dwóch osób, jeśli postawisz przed nim podnóżek lub pufę. Ja często siadam na nim z książką i kocami, a wieczorem rozkładam go na płasko, żeby oglądać filmy. W przeciwieństwie do rozkładanej kanapy, która po złożeniu często ma nierówną powierzchnię, tapczan z piankowym zapewnia równą linię. Stelaz listwowy dodatkowo pracuje pod ciężarem ciała, odciążając kręgosłup. To ważne, szczególnie jeśli ktoś ma problemy z plecami. Ja od kiedy śpię na tapczanie, rzadziej budzę się z bólem w odcinku lędźwiowym. Materac piankowy nie jest ani za twardy, ani za miękki – taka złota proporcja, którą długo testowałam w sklepach.
Koszt takiego mebla to wydatek rzędu 1500-3000 złotych, w zależności od wielkości i materiałów. Moje łóżko z pojemnikiem na pościel kosztowało 2200 zł z dostawą i montażem. Dla porównania, dobra szafa w tym samym rozmiarze to minimum 3000 zł, a pojemnik pod łóżkiem jest znacznie bardziej funkcjonalny, bo nie zabiera miejsca na podłodze. Zastanawiałam się też nad wersalką, ale wersalka ma płytki pojemnik, często tylko 15-20 cm, co nie wystarcza na grube koce. W moim przypadku głębokość 35 cm to standard, a niektóre modele mają nawet 40 cm. Przed zakupem zmierz swoje koce – jeśli masz puchowe, potrzebujesz więcej miejsca niż w przypadku syntetycznych.
Wiele osób obawia się, że tapczan rozkładany będzie niewygodny do spania na stałe. To mit, jeśli wybierzesz odpowiedni model. Mój ma stelaz listwowy, który dopasowuje się do ciała, i materac piankowy z warstwą termoelastyczną. Sama zdarza mi się na nim drzemać w weekendy, gdy mąż ogląda telewizję w sypialni. Dla kogoś z ograniczonym budżetem to opcja, która łączy funkcję sofy i łóżka bez przepłacania. Oczywiście, jeśli planujesz spać na nim codziennie przez lata, lepiej zainwestować w łóżko z pojemnikiem na pościel i solidniejszym materacem, ale na okazjonalne noclegi tapczan wystarcza.
Materac piankowy to dobry wybór do łóżka z pojemnikiem, bo jest lżejszy od sprężynowego i łatwiej go unieść. Mój ma 16 cm pianki wysokoelastycznej z warstwą termoelastyczną. Przy mechanizmie DL podnoszę go jedną ręką. Gdybym miała materac bonellowy, ważyłby pewnie dwa razy tyle. Pianka też lepiej dopasowuje się do stelażu listwowego, nie odkształca się na krawędziach skrzyni. Tylko uwaga na wentylację. Niektóre pojemniki na pościel są szczelne i materac piankowy może się pocić od spodu. Dlatego wybrałam model z otworami wentylacyjnymi w dnie skrzyni i listwami z odstępami 3 cm. Powietrze cyrkuluje i nie ma pleśni. Koleżanka kupiła tanią wersalkę z litego pudełka i po roku musiała wyrzucić materac, bo zagnieździł się grzyb.