Jak kolory we wnętrzach zmieniają nasze postrzeganie przestrzeni

Aus MeWi

Po trzech latach mieszkania w prowansalskim wnętrzu wiem, że ten styl wymaga kompromisów. Nie ma tu miejsca na plastikowe pojemniki po jogurtach ani na syntetyczne dywany. Ale zyskujesz przestrzeń, która każdego dnia przypomina ci o wakacjach na południu Francji. Nawet gdy za oknem pada deszcz, a ty siedzisz na kanapie z funkcja spania z filiżanką herbaty w ręku, czujesz ten specyficzny spokój. I choć znajomi pytają, czy nie męczy mnie utrzymywanie wszystkich lnianych firan i drewnianych blatów w czystości, to odpowiedź brzmi: nie, bo to właśnie te drobne rytuały - prasowanie pościeli, wietrzenie poduszek, polerowanie mosiądzu - są częścią uroku tego stylu. A lozko z pojemnikiem na posciel pomaga utrzymać porządek wśród tych wszystkich tkanin.

Małe mieszkanie nauczyło mnie jednego - każdy wybór dodatki do wnętrz musi mieć sens. Nie kupuję już bibelotów ani ozdób. Zamiast tego inwestuję w jakość wykonania i funkcjonalność. Na przykład łóżko z pojemnikiem na pościel ma solidną ramę z litego drewna, a nie płyty wiórowej. To różnica w cenie około 500 złotych, ale mebel będzie służył dekadę. Podobnie materac piankowy z certyfikatem OEKO-TEX to wydatek, ale zdrowy sen jest bezcenny.

Goście na noc to wyzwanie. Kiedy przyjeżdża rodzina, potrzebujesz nie tylko miejsca do spania, ale też prywatności. Rozwiązaniem może być parawan lub przesłona. Ja postawiłam na zasłonę na szynie sufitowej. W razie potrzeby odgradzam część salonu z wersalką. Zasłona jest z grubego lnu, przepuszcza światło, ale daje poczucie odosobnienia. W małym salonie nie ma miejsca na ściankę działową, ale tkanina działa cuda. Pościel dla gości trzymam w pojemniku wersalki. To oszczędza miejsce w szafie. Problemem bywa brak stolika nocnego. Rozwiązałam to małym stolikiem składanym, który wisi na ścianie. Po użyciu składa się płasko. Goście mają gdzie postawić szklankę z wodą. Ważne, żeby w małym salonie wszystko miało swoje miejsce i dało się łatwo schować. Unikaj przedmiotów, które stoją na widoku bez celu. Każdy bibelot powinien mieć funkcję lub sprawiać radość. Jeśli nie, ląduje w pudełku.

Na koniec dodam jeszcze o oświetleniu. W małym pokoju z kanapą z funkcją spania warto zainwestować w lampę podłogową z regulacją kąta padania światła. Wieczorem, gdy rozłożę wersalkę, mogę skierować światło w bok i czytać książkę nie budząc domowników. A rano złożyć mebel i cieszyć się przestronnym salonem. To takie proste, a robi ogromną różnicę w codziennym użytkowaniu przestrzeni.

Kolejna sprawa to tapicerka. Welur jest piękny, ale wymaga regularnego czyszczenia. Zamiast kupować drogie środki, używam zwykłej wody z octem i miękkiej szczotki. Plamy po kawie znikają po lekkim przetarciu. Co ciekawe, tapicerka welurowa w ciemnym kolorze nie pokazuje śladów użytkowania tak bardzo jak jasna bawełna. Materac piankowy z kolei trzeba co miesiąc obracać, żeby się nie odkształcił. Przekonałam się o tym po pierwszym miesiącu, gdy w miejscu, gdzie siadam, zrobiło się wgłębienie.

Kuchnia w stylu prowansalskim to dla mnie największe wyzwanie. Otwarta przestrzeń między salonem a aneksem kuchennym wymagała spójności kolorystycznej. Wybrałam fronty w odcieniu szałwii z frezowanymi przetarciami, które wyglądają jak naturalnie starte od lat. Blat z konglomeratu imitującego kamień wapienny ma chropowatą powierzchnię, idealną do wyrabiania ciasta. Na ścianie powiesiłam półki z surowego drewna, na których stoją gliniane dzbanki i słoje z suszonymi ziołami. Problem pojawił się przy przechowywaniu garnków - prowansalskie wnętrza nie lubią plastikowych pojemników, więc zainwestowałam w wiklinowe kosze i lniane worki. Każdy z nich ma naszytą małą zawieszkę z opisem zawartości, co przy małej kuchni ratuje czas podczas gotowania.

Ściany w małym salonie muszą pracować. Zamiast wieszać jedną małą ramkę, postawiłam na półki sięgające od podłogi do sufitu. Nie chodzi o regał, tylko o wąskie, otwarte półki na książki i dekoracje. Dzięki temu ściana zyskuje głębię, a pokój wydaje się wyższy. Uważaj tylko na przesadę. Zbyt wiele bibelotów tworzy bałagan. Ja ograniczyłam się do trzech półek na jednej ścianie. Na dole postawiłam kosze wiklinowe na drobiazgi, na górze lekkie przedmioty. Ważne, żeby półki były zamontowane solidnie. W małym salonie często brakuje miejsca na stół, więc blat przy oknie może służyć jako biurko. U mnie sprawdza się drewniany blat na konsolach. Nie zajmuje podłogi, a daje przestrzeń na laptopa. Do tego krzesło, które składa się i chowa pod blat. Problemem bywa oświetlenie. Jedna lampa sufitowa to za mało. Dodałam kinkiety po bokach półek. Dają ciepłe światło i nie zabierają miejsca. Mały salon potrzebuje kilku źródeł światła, żeby uniknąć wrażenia jaskini.